aibody.art

Poranki były dla niej najpiękniejszym momentem dnia. Zanim świat zdążył się obudzić, ona już stała w kuchni z kubkiem ciepłej kawy, wsłuchując się w cichy szmer ekspresu. Lubiła ten krótki czas, w którym wszystko było jeszcze możliwe — jakby między nocą a dniem wisiała niewidzialna obietnica czegoś dobrego.

Tego samego ranka czekała na gościa — kogoś, kogo znała od dawna, ale dopiero niedawno zaczęła odczuwać coś więcej, coś fajnego i ciepłego jak słońce wiosną. Miał wpaść po drodze do pracy, niby tylko na kawę, niby tylko na chwilę. Ale oboje wiedzieli, że te spotkania zaczynają znaczyć coraz więcej.

Gdy zapukał, jej serce przyspieszyło. Wpuściła go do kuchni, gdzie zapach kawy mieszał się z zapachem świeżego poranka. Uśmiechnął się lekko, trochę niepewnie — jakby i on czuł, że między nimi rośnie coś, czego jeszcze nie potrafią nazwać.

Rozmawiali długo, o zwykłych rzeczach — o pogodzie, pracy, planach na najbliższy tydzień — ale w każdym ich słowie tliło się coś więcej. Jego wzrok zatrzymywał się na niej chwilę dłużej, a jej dłonie drżały nieznacznie, gdy podawała mu kubek.

Kiedy wychodził, zatrzymał się w drzwiach.

— Mogę jutro też wpaść? — zapytał, jakby prosił o coś znacznie więcej niż poranną kawę.

Uśmiechnęła się cicho.

— Jasne. Chciałabym tego.

Zamknął za sobą drzwi, a ona stanęła znów z kubkiem w dłoniach, czując, że ten poranek był pierwszym rozdziałem czegoś nowego — delikatnego, prawdziwego i nieśpiesznego. Czegoś, co mogło przerodzić się w miłość.

🇵🇱 Czytasz wersję polską — przejdź do English → 🇬🇧

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *