aibody.art

Lena miała swój ulubiony rytuał: budzić się zanim zrobi to świat. Nie dlatego, że była rannym ptaszkiem. Po prostu lubiła ten moment ciszy — kiedy promień słońca jeszcze dopiero szuka drogi po ścianie, a świat wciąż udaje, że śpi.

Tego dnia otworzyła oczy szybciej niż zwykle. W mieszkaniu pachniało świeżością po wczorajszym deszczu. Koce były jeszcze ciepłe, a kot sąsiadów znów siedział na parapecie, jakby pilnował jej codziennych myśli.

Przez ostatnie tygodnie pracowała nad czymś ważnym — pierwszym projektem fotograficznym, w którym miała odwagę pokazać nie świat, ale siebie. Nie w sensie twarzy czy pozowania, tylko momentów, które zwykle przemykają obok: poranna mgła, zaparzająca się herbata, niewyraźny śmiech złapany w lustrze.

Tego poranka postanowiła zrobić zdjęcie, którego nigdy wcześniej nie odważyła się zrobić — prostego, intymnego, zwyczajnego. Bez perfekcji. Bez charakteryzacji. Bez planu.

Wcisnęła migawkę telefonu i… coś w niej kliknęło.

Nie chodziło o zdjęcie. Chodziło o zgodę na to, by widzieć siebie nie przez filtry, nie przez oczekiwania, tylko taką, jaką jest — spokojną, uważną, naturalną.

Może pierwszy raz od dawna poczuła, że nie musi gonić. Że to wystarczy.

Lena uśmiechnęła się do siebie. A świat, jakby z lekkim opóźnieniem, uśmiechnął się z powrotem.

🇵🇱 Czytasz wersję polską — przejdź do English → 🇬🇧

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *